Tak, ale..._logo

"Konstytucja nie nakarmi naszych dzieci i jest nudna.

To już Mrożek zauważył, że gdyby do konstytucji

wpisać słowo „k...”, może by ona kogoś zainteresowała."

Janusz Głowacki w GW 02.04.2017 r.


Janusz J. Tomidajewicz

Tak, ale ... czego to „Nowy rozdział”?

 

Robert Biedroń, który jest (zapewne nie tylko dla mnie) nową nadzieją (lewicy?), opublikował bardzo niedawno swą książkę o Polsce (Robert Biedroń, Nowy rozdział, Edipresse Polska SA, Warszawa 2018). Już od pewnego czasu, zarówno z jego własnych wypowiedzi, jak z wielu komentarzy na jego temat, wynikało, że wkrótce może się on stać jedną ze znaczących postaci naszej sceny politycznej. Z tym większą ciekawością, a nawet niecierpliwością, zabrałem się do jej czytania. Spodziewałem się, że na ponad 220 stronach autor, który wzbudzał wiele sympatii swoimi zazwyczaj krótkimi i z natury dość ogólnikowymi wypowiedziami medialnymi, zaprezentuje mi rozwiniętą, uszczegółowioną i w miarę skonkretyzowaną wersję swoich poglądów i swojej wizji przyszłej Polski.

Niestety po przeczytaniu książki R. Biedronia nadal nie wiem na czym polega jego nowa propozycja dla Polski. Wyłania się z niej bowiem obraz bardzo sympatycznego i kierującego się bliskimi mi wartościami polityka, który sporo mówi o tym, jak budować program polityczny i o tym, jak zmieniać polską politykę. Nie sposób nie zgodzić się z nim, gdy chce przybliżyć politykę społeczeństwu i włączyć je w procesy podejmowania dotyczących go decyzji. Nie sposób także nie podzielić jego przekonania, że należy budować Polskę tolerancyjną, otwartą na innych i na nowoczesność oraz współpracującą z innymi narodami Europy. Jednak w całej jego książce bardzo trudno jest doszukać mi się propozycji wskazujących, jak doprowadzić do tego, by te pożądane zmiany w Polsce osiągnąć. W moim przekonaniu o sposobie funkcjonowania państwa i społeczeństwa w znacznym, jeśli nie w decydującym stopniu, przesądzają instytucje i organizacja procesów politycznych i społecznych. O tym zaś jak należy zmienić instytucjonalny kształt naszej demokracji i państwa Robert Biedroń mówi nam bardzo niewiele. Właściwie jedyną dominującą jego tezą w tym zakresie jest stwierdzenie, że należy większą rolę oddać oddolnym ruchom i organizacjom społecznym. Ciągle jednak nie wiadomo, jak im tę rolę zapewnić.

Robert Biedroń zapewnia, że zmieni on styl uprawniania polityki i będzie włączał społeczeństwo do podejmowania decyzji. Bardzo mnie to cieszy, chciałbym jednak, by nie zależało to tylko od dobrej woli i sympatycznych cech jednego, czy drugiego polityka, lecz by takie zachowania wymuszał na nich system funkcjonowania demokracji i organizacja życia społecznego. W swoim czasie Paweł Kukiz widząc zło społeczne w rozwoju „partokracji” jako lekarstwo na nią zaproponował JOWy (jednomandatowe okręgi wyborcze). Było to rozwiązanie błędne i wcale nie prowadzące do zamierzonych celów. Jednak z książki Roberta Biedronia nie dowiemy się, jakich narzędzi chce on użyć, by zrealizować pięknie zarysowane cele i zasady. I to, że nie wiemy co konkretnie ma zawierać proponowany przez niego nowy rozdział w rozwoju Polski, stanowi największą słabość jego propozycji.

Należy mieć nadzieję, że takie skonkretyzowane propozycje znajdą się w programie zakładanej przez Roberta Biedronia partii. Trzeba jednak także zdawać sobie sprawę z tego, że sympatyczny i budzący w wielu (także lewicowych) środowiskach nadzieję polityk, gdy już skonkretyzuje swój program, stanie się znacznie bardziej kontrowersyjny i jednych wprawdzie swym programem przyciągnie, lecz innych zrazi.



e-mail kontaktowy: takale@interia.pl