Tak, ale..._logo

"Konstytucja nie nakarmi naszych dzieci i jest nudna.

To już Mrożek zauważył, że gdyby do konstytucji

wpisać słowo „k...”, może by ona kogoś zainteresowała."

Janusz Głowacki w GW 02.04.2017 r.


Zbigniew Jaśkiewicz

TAK, ale... to z pewnością Nowy rozdział!

 

Robert Biedroń jest już postacią tak znaną, że na spotkania z nim przychodzą tłumy. Podobno nie było jeszcze spotkania, na którym część chętnych nie musiała stać z braku miejsc. To chyba dobry sygnał wobec naszej sceny politycznej.

            W swojej książce Nowy rozdział Biedroń wykłada swoje osobiste credo. Pisze w taki sposób, jak potrafi rozmawiać z ludźmi – otwarcie, bardzo szczerze, nie ukrywając swoich poglądów. A zarazem nikomu nie narzucając swoich wartości.

            Czy te poglądy są lewicowe? Dla mnie, jako człowieka Lewicy, jak najbardziej tak. Ale bardzo wątpię, czy liczni zwolennicy i wielbiciele Biedronia uważają się za lewicowców. Biedroń trafia do wszystkich, którzy chcą się czuć pełnoprawnymi obywatelami wolnego społeczeństwa w wolnym kraju i uczestniczyć w jego rozwoju.

            W książeczce Biedronia nie ma programu politycznego dla nowego ugrupowania. Są za to wyraźnie określone cele, których wymienia Biedroń dużo. Najważniejsze, moim zdaniem,  to:

  • przekonać społeczeństwo do świadomego i czynnego uczestnictwa w działalności Unii Europejskiej,
  • wyraźnie oddzielić Państwo od Kościoła i wyprowadzić religię ze szkół,
  • chronić prawa i wolności obywatelskie przez reformę sądownictwa i obronę konstytucji;
  • prowadzić otwarty dialog i szukać porozumień z wszystkimi partnerami, sąsiadami, ugrupowaniami. Aktywnie działać przeciw wszelkim wykluczeniom;
  • systematycznie dbać o nowoczesną edukację i kulturę. Traktować kulturę jako dźwignię rozwoju społecznego i ekonomicznego.

Są to, co ważne,  zadania adresowane nie do polityków, ale bezpośrednio do społeczeństwa. Stąd – jak sądzę – tworzenie nowego ugrupowania wzbudziło niepokój w etablowanych partiach i wywołało falę nienawiści w obozie PiS-owskim. PiS uznał go za groźnego przeciwnika, i tak z nim walczy, jak to ma w zwyczaju – starając się go w oczach opinii publicznej zohydzić, oblać pomyjami, oskarżyć o wszelkie możliwe grzechy. Nic dziwnego, bo też program pana Roberta jest zdecydowanie anty-pisowski, zarówno merytorycznie, jak i w sposobie przekazu.

Czy warto zatem trzymać kciuki za powodzenie tej inicjatywy? Myślę, że nawet lepiej będzie ją wspierać.



e-mail kontaktowy: takale@interia.pl